wyprawa pociagiem nie byla jakos bardzo fascynujaca. do granic dojechalismy szybko. wyszcy czekalismy na odprawe. i spodziewalismy sie niewiadomo czego a tu nic. przyszedl bardzo mily pan przygranicznik czy jakos tak i oto rozmowa. oczywiscie po rosyjsku:
on: dokad jedziecie
ja: do moskwy
on: co wieziecie?
ja: nic
on z dziwna mina patrzy na moj bagaz, ktory zajmuje co najmniej 1/3 naszego przedzialu: a w torbach co?
ja: ubrania
on: a jakis sprzet elektroniczny
ja: tak aparat (potem sie okazalo ze mam wiecej sprzetu ale jakos mi to ulecialo z pamieci. moj sasiad z przedzialu zapomnial ze ma laptopa ;p)
on: a jakies jedzenie?
ja patrze na swoja torbe w polowie wypchana jedzeniem : tak, na droge :)
a potem kazali mi podpisac jakas karteczke i podpisalam... mam nadzieje ze moja kariera nie bedzie zagrozona :O
no i bylo poltorej godziny przerwy bo podwozie zmieniali i nas nie wypuscili, wylaczyli klimatyzacje i ogolnie umieralam.
rano bylismy juz w Rosji.odprawy na granicy bialorusko rosyjskiej nie bylo. widoki malo zachecajace... albo las, albo pole i w miedzy czasie jakies stare rozwalajace sie drewniane domki. w niektorych normalnie mieszkali ludzie. widok sie zmienial gdy dojezdzalismy do Moskwy. dacze, duze, niejeden chcial by miec taki dom na codzien... no i kolejne zaskoczenie. wjezdzamy do Moskwy i widzimy wielkie paskudne szare odrapane bloki... potem pole i wielki wiezowiec stylizowany na zamek. nic tu do siebie nie pasuje... kazdy udynek w innym stylu. dojechalismy na dworzec i czekamy dwie godziny na autobus. droga do instytutu jest ciekawa. domy przy ulicy sa ladne, wszystko jest duze.
sam instytut raczej jest brzydki. warunki takie sobie. AON ma ladniejsze akademiki. czekamy kolejne dwie godziny az nas przydziela do pokojow. chcialam byc z obcokrajowcami jakimis ale juz nie bylo tak. jestem z dwiema bardzo sympatycznymi polkami i jedna tez chce duzo mowic po rosyjsku. rozpakowane poszlysmy (jeszcze dwoch kolegw nowych ) zwiedzac miasto. wszystko duze. wymusilismy pierwszenstwo, pomolismy jakiemus pijakowi odkrecic wodke bo nas prosil, spytalismy o telefony, poszlismy do sklepu, zobaczylismy metro.
i teraz to co mnie zaskoczylo najbardziej:
magdonald pisany bukwami rosyjskimi (myslalam ze umre )
i samochody pomiedzy nowoczesnymi samochodami, wiele takich z lat 70, 80... poprostu jakas masakra. nawet milicja takim jezdzi. no i jeszcze jedno pani pilnujaca toi toi :D
nic dodac nic ujac ROSJA :)
ale zapowiada sie super
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
podziwiam :) pozdrawiam i życzę jak najwięcej tych POZYTYWNYCH nowych wrażeń oraz oczekuję trochę opowieści:)
No ładnie... ledwo przyjechałaś, a już ze "sprzagnonym" się dogadałaś :)) Ciekw jestem czy w Moskwie jest drogo? Mam nadzieję, ze będziesz miała okazję pogadać z "normalnymi ludzmi? takie rozmowy są najciekawsze. A swoją drogą, to ile oni mają takich Pałaców Kultury? Koniecznie idz do Lenina i opisz swoje wrażenia.
To pierwsze koty za płoty, pałace policzone, metro zaliczone, co jeszcze można? gadać z ludzmi na ulicy! To bywa najciekawsze. A skąd tylu Polaków? Pisz dalej!
Wujo
Prześlij komentarz