3 sierpnia 2008

czwartek pitek sobota niedziela

Hello, dla wszystkich ktorzy mysleli ze zabili mnie juz rosyjscy nacjonalisci male wyjasnienie. nie mialam czasu zeby wejsc do neta a telefon mi sie rozladowal ;p
wiec tak w czwartek byly pierwsze zajecia. normalne. nic nadzwyczajnego. za to potem bylo bardzo smiesznie. umowilam sie w Moskwie z Hesusem [wyjasnienie: rosyjski kolega z tuly] (pozdrowienia dla wszystkichu ktorych pojawil sie glupi usmiech na twarzy). i pierwsze co mnie czekalo to wbiegniecie na sama gore ruchomych schodow, ktore sa naprawde dluugie. wiec biegiem po schodach potem biegiem do ambasady hiszpanskiej. hesus odbieral wize. spedzilismy tam godzine rozmawiac o tym ile to polakow zabili sowieci ile niemcy, czy katarzyna 2 byla caryca czy imperatorem itp ale jednej pani sie nasza rozmowa nie spodobala i powiedziala ze nie wszyscy chca tego sluchac. no coz trudno
poszlismy polazic po moskwie. na jednym bilecie wchodzilismy do metra. niestety czytnik nie zalapal biletu i zatrzymalam sie na bramce. malo przyjemne... kolejne podejscie i weszlismy. i slyszymy mily glos pana milicjanta ej zajciki zajciki biletu u was niet... popatrzylismy na niego smial sie z nas wiec usmiechnelismy sie i pojechalismy dalej na jednym bilecie. poszlismy na arbat. ale bylo moje rozczarowania. taka slynna ulica a nic nadzwyczajnego. za to pyszne bliny zjedlismy.
piatek zajecia. nic nadzwyczajnego. po zajeciach pojechalam do Tuly. Elektryczka (pociagiem) pierwsza klasa. ale ze mnie paryzana :). a tak naprawde to nie bylo miejsc na 2 a 3 to juz w ogole podobno masakra. byla to jednak rosyjska pierwsza klasa elektryczki i po za cena nie miala nic nadzwyczajnego. w tule wieczorem spacerowalismy. jest tam uniwersytet gdzie na jednym z wydzialow tworza nowa nowa taktyke wojenna wymyslaja nowoczesne czolgi i takie tam. wydzial jest zamkniety. wszystko scisle tajne. na studia tam dostaja sie tylko wybrani. po skonczeniu fakuletu nie moga opuszczac rosji przez 10 lat. nigdzie.
w sobote pojechalismy do moich kolezanek Ormianek do Winiowa. bylo tam male przyjecie w stylu ormianskim. jadlam krewetki kawior i pilam szapana. jak paryzana.
wieczorem nie moglismy spacerowac bo bylo swieto lotnikow czy wojennych i robili burdy na ulicy a oni sa nietykalni. wiec malo przyjemnie spacerowac w takim towarzystwie. wiec kupilismy sobie wielki rosyjski tort :)
a w niedziele wracalam juz autobusem. nie klasa pierwsza. za to 4 godziny.
Pogoda jest tu raczej jesienna. Karaluch jeszcze nie mamy. mamy nowe kolezanki w pokoju jedna z serbi a druga sie nie przedstawila.
fotki postaram sie wrzucic jutro lub we wtorek.
metro jest super :)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Priviet zajcik! Ty uwazaj bo następnym razem usłyszysz "nu zajac pagadzi!" A tak poza tym to chyba sobie przypominasz pewną słynna skądinąd historię o jeżdżeniu metrem (nowojorskim) bez biletu. Przypominam, że wtedy skonczyło sie na robotach publicznych, ale tu to moze byc tiurma, no! W tiurmu mozno idti rowniez za opowiadanie glupich dowcipow (pamietasz ten o kombajnie co bezposrednio na polu produkował kwadratowe bułki?) Pamietaj, ze nie jestes u siebie i nigdy nie wiadomo kto cie słucha i w jakim celu :). Duza bużka. Pa!

Anonimowy pisze...

Hej. Mam nadzieję ze wpadlas na genialny pomysl i pozdrowilas Hesusa ode mnie.:) Buziaki
Iwo:*

Anonimowy pisze...

czesc lidka:-]
co wolisz? kalafiora czy brokula?

Anonimowy pisze...

sorry nie podpisalem sie:krzys